Awwwards

styki shoes

Psychologia potoczna 4.0. user-friendly, handmade, funny

Psychologia, podobnie jak inne gałęzie nauki, przeżywa swoisty dwutorowy renesans. Z jednej strony nowe technologie i dzielenie się wiedzą przyspieszają rozwój psychologii jako dziedziny nauki. Z drugiej strony tryumfy święci psychologia potoczna, która w nowych warunkach nabiera nowych barw, a może nawet wymaga nowej definicji.

Jak nigdy dotąd w dziejach świata niemal na wyciągnięcie ręki, często z poziomu domowego komputera, mamy dostęp do wiedzy specjalistycznej w dowolnej dziedzinie. Internet pełen jest stron, prezentujących osiągnięcia psychologii jako nauki, blogów, forów, fanpage’ów, psychozabaw, kącików i porad psychologicznych online. Podobnie w realnym świecie – wchodząc do księgarni widzimy regał, oznaczony psychologia lub poradniki lub rozwój osobisty, gdzie demokratycznie stoją obok siebie tomy Strelaua, Covey’a, Grzesiaka, Osho, Katarzyny Miller, Tima Robbinsa i Beaty Pawlikowskiej. Włączając telewizor możemy trafić na Rozmowy w toku, Szkołę lub ich odpowiedniki. Mały surfing po psychologicznych zasobach sieci, kilka postojów pod rzeczonym regałem w księgarni, do tego kilka odcinków House of Cards i ludzka psychika stoi dla nas otworem. Pełny obraz może domknąć kilka spotkań z coachem. Tak uposażeni uprawiamy wersję 4.0 psychologii potocznej. To już nie tylko prawdy, wynikające z przekonań, to potwierdzone przez badania X, czy Y prawdy i dogmaty.

W ten sposób na naszych oczach psychologia potoczna coraz bardziej inwazyjnie przybiera pozory psychologii naukowej. Wraz z coraz szerszym dostępem do informacji rośnie jej znaczenie i przesuwają się granice. Czasami trudno się zorientować, czy przedstawiane treści mają wagę naukową. Globalizacja często uniemożliwia weryfikację w oparciu o własną wiedzę, więc dobry researcher jest na wagę złota – pytanie, czy dobry oznacza etyczny? Znajdź tezę, a dowód/ źródło na pewno się znajdzie. Problem w tym, że niekoniecznie sami mamy czas, ambicję czy chęć owe dowody/ źródła weryfikować, więc to, co naukawe, bierzemy za naukowe. I o ile w przypadku psychologii potocznej czujemy intuicyjnie, że jest tu miejsce na błąd, to przy przekonaniu o naszym dostępie do rzetelnych danych źródłowych, już niekoniecznie. Przecież widziałem wyniki badań! Amerykańscy naukowcy dowiedli… Syndrom amerykańskich naukowców jest zabawny wyłącznie dla środowisk, które mają faktycznie styczność z badaniami. Dla pozostałych badania to badania, naukowcy to naukowcy, a amerykańscy równie dobrzy jak polscy, a może nawet lepsi…

Konsekwencje tego zjawiska  możemy dostrzec w różnych dziedzinach życia.

Po pierwsze informacje o badaniach naukowych podawane w mediach w wersjach uproszczonych zaczynają żyć własnym życiem, z rozważań i tez stają się prawdami obiektywnymi. Tymczasem badacze z University of Virginia od 2011 r. w projekcie „Reproducibility Project”, mającym na celu odtworzenie z tym samym wynikiem 100 badań psychologicznych, których wyniki były publikowane w 60% ponieśli fiasko. Przyczyny są zapewne złożone – od efektu Rosenthala, czyli oczekiwań naukowca, poprzez błędy, nadużycia etc. Dowodzi to jedynie, że wiedza psychologiczna wciąż ewoluuje – nauka rozwija się w sposób ciągły, naukowcy weryfikują, podważają, dyskutują i raczej szukają elementów układanki niż dają instrukcję obsługi człowieka. Psychologia to raczej miejsce na stawianie pytań, monitoring wyników i małe kroki, nie zaś na dogmaty.

Kolejną konsekwencję stanowi nasza coraz większa otwartość na na autodiagnozę, albo co gorsza diagnozę wybranych zachowań, czy zjawisk u innych osób. Dobrze jest, dopóki nasza niepełna, bezkontekstowa i dogmatyczna potoczna wiedza każe nam podpowiadać Bądź asertywny, czy Uwierz w siebie. Gdy jednak sięgamy do repertuaru Chłopca trzeba wychowywać twardą ręką, czy Badania dowodzą, że po 25 roku życia komórki mózgowe obumierają, konsekwencje dla naszych, czy cudzych zachowań i postaw mogą być trudne lub nieodwracalne – np. przemoc wobec dziecka, czy rezygnacja z rozwoju, bo po co. Jeszcze trudniejsze konsekwencje mają nasze zapędy diagnostyczne w sytuacjach, gdy faktycznie zaistnieją objawy problemów natury psychologicznej. Do legendy przeszło już Weź się w garść, jako reakcja na objawy depresji, czy myśli samobójcze.

Trzeci problem stanowią zachowania językowe. Do języka potocznego trafiają naukowe terminy z zakresu psychologii, przy czym niektóre pojęcia zmieniają znaczenie. Przykładem niech będzie depresja, oznaczająca pierwotnie zdefiniowane i sklasyfikowane zaburzenie, a która w języku potocznym stanowi diagnozę każdego stanu/ nastroju/ humoru poniżej dobrego. Podobną, choć mniej spektakularną karierę robią inne określenia, np. autysta, asperger, czy adhd. Stosowane są nieadekwatnie, często w odniesieniu do osób, które nie są w stanie się do nich ustosunkować i w sposób nieodpowiedzialny stygmatyzują adresata czy w jego oczach, czy w oczach innych osób.

Czwarty istotny element dotyczy sytuacji, gdy wyniki badań naukowych okazują się sprzeczne z wiedzą potoczną np. wydaje się oczywiste, że większa liczba świadków wypadku podnosi szansę na udzielenie pomocy poszkodowanemu. Takie przekonanie może mieć bezpośredni wpływ na zachowania ludzi w sytuacji kryzysowej, gdy – jako jedni z wielu – nie podejmujemy odpowiedzialności i działania, bo… jest nas tylu, przecież ktoś to na pewno już zrobił.

Sumując, dostęp do wiedzy w każdym możliwym zakresie daje nam furtkę do wszechspecjalizacji. Na brak wiedzy zazwyczaj pomaga wujek google i jemu podobni, więc liczba sytuacji, w których sami decydujemy się zareagować, ufamy swojej wiedzy, rośnie. Mimo, że nie zawsze przynosi to oczekiwane efekty, i tak trzymamy się naszych przekonań. Zatem powstaje pytanie, co takiego jest w potocznej psychologii, że wciąż jesteśmy jej wierni. Może ma ona kilka mocnych punktów. Zapewne dzięki nim tak kurczowo się jej trzymamy i dbamy, by się rozwijała.

Przede wszystkim jest zawsze pod ręką, nie wymaga od nas wysiłku, czy intencji, jej źródła są wszechobecne i niewysychalne. Mało kto psychologię studiuje, za to dostęp do internetu, prasy, telewizji jest powszechny.

Ponadto była i jest pierwsza. Do psychologii potocznej i zdroworozsądkowej mamy dostęp bardzo wcześnie i dostęp ów niekoniecznie jest intencjonalny. Nawet osoby wykształcone psychologicznie w sytuacji presji czasu, stresu czy emocji mogą sięgać do wiedzy potocznej, nie tej podpartej nauką – muszą dokonać świadomego wyboru. To w oparciu o psychologię potoczną (tę 4.0, na miarę naszych czasów) budujemy swoje postawy, relacje, wybieramy (lub nie) zachowania, reakcje, podejmujemy decyzje.

Po trzecie jest nie tylko łatwodostępna, ale także przyjazna dla użytkownika. Zważywszy na jej źródła i brak konieczności weryfikacji jesteśmy w stanie przy jej użyciu podeprzeć psychologicznie dowolną tezę. Ma to swoje jasne strony: Kobieta co sezon powinna mieć nowe szpilki, ale ma też ciemniejsze: Kobieta co sezon powinna mieć nowe szpilki… Kwestia punktu widzenia.

Sumując, psychologia potoczna była, jest i będzie towarzyszyła człowiekowi, czasami go wspierając czasami utrudniając życie. Zasadniczym pytaniem pozostaje – w jaki sposób w dzisiejszym zalewie informacji odróżnić i oddzielić psychologię naukową od potocznej, aby zminimalizować szkody, a jednocześnie pozwolić ludziom na radość z odkrywania.

 

Justyna Józefowicz

31 grudnia 2016